Do skutku?
Jeszcze podczas grudniowej sesji radni wstrzymali się z ich przyjęciem do marca z myślą o osobach czekających na wydanie warunków zabudowy, czyli tzw. WZ-ki.
Tymczasem burmistrz Leszek Świder wprowadził kolejny raz uchwały do porządku lutowej sesji, licząc na zmianę stanowiska radnych. To jednak wątpliwe sądząc po wynikach głosowania podczas posiedzenia komisji uzdrowiskowej.
Jak przekonywał podczas prac komisji przewodniczący rady Rafał Hajdyła, w starostwie na rozpatrzenie czeka jeszcze 15 wniosków o wydanie pozwolenia na budowę na podstawie złożonych Warunków Zabudowy. Jeśli plan miejscowy zostałby przyjęty, jak przekonywał, wnioski te mogą wylądować w koszu, bo zacznie obowiązywać nowy plan.
Nawet kaczek nie wypuszczę
Radni mieli też wiele pretensji do rabczańskich urzędników za zbyt mało zatwierdzonych wniosków mieszkańców o wz-ki. A te spływały do magistratu lawinowo gdy tylko mieszkańcy dowiedzieli się o możliwych zmianach w planach. Zresztą, namawiali ich do tego tak sami radni jak i burmistrz.
- Złożyłem wniosek, ale wydanie decyzji zostało zawieszone na 18 miesięcy, teraz mi to skrócili do 6. Moja działka będzie leżeć w terenie "zieleni uzdrowiskowej". Nie będę mógł nic tam zrobić, nawet kaczek wypuścić - nie kryl emocji jeden z mieszkańców, którzy przyszli na obrady komisji.
Z kolei inny przedstawiał diametralnie inną sytuację.
- Mam działkę budowlaną, ale jeśli nie przyjmiecie planu miejscowego to jestem ugotowany. Będę mieć pastwisko - przekonywał namawiając radnych do jak najszybszego uchwalenia planu.
"Nie dam sobie robić z gęby cholewy"
Jednak radna Ewa Dyrda podkreśliła, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o grudniową decyzję.
- Na tamtej sesji głosowaliśmy przeciw, więc i teraz nie mogę głosować inaczej. Nie dam sobie robić z gęby cholewy - przekonywała radna.
Podczas głosowania członkowie komisji sprzeciwili się przyjęciu uchwał dotyczących przyjęcia miejscowych planów.
Nieprzemyślana decyzja?
Przypomnijmy, że zdaniem urbanisty przygotowującego na zlecenie gminy plany - to nie do końca przemyślana decyzja. Jeśli nie uda się zdążyć z planami miejscowymi, gminę może czeka paraliż. To z kolei może skutkować roszczeniami mieszkańców na możliwość inwestowania.
- Nie da się do końca przewidzieć czy plany, które są przygotowane nie będą kwestionowane przez wojewodę. Jeśli dopatrzy się uchybień trzeba będzie je poprawić co wydłuży uchwalanie - zauważył urbanista podczas grudniowej sesji.
Tymczasem gminie powinno zależeć, by plan ogólny, który ma obowiązywać od końca września 2026 roku był oparty o plany miejscowe. Inaczej przepisy ograniczające tereny pod zabudowę znacznie bardziej ograniczą możliwości zabudowy.
Jak tłumaczył urbanista, plany miejscowe przewidują kilkaset hektarów w sąsiedztwie istniejącej zabudowy, gdzie będzie możliwość wyznaczenia nowych terenów pod zabudowę. Plan ogólny już ich nie uwzględni. A jeśli plany miejscowe zostaną uchylone i nie zdąży się z poprawkami, wówczas trzeba będzie rozmawiać wyłącznie o tym, co będzie w planie ogólnym. A to oznacza utratę możliwości zabudowy nawet w tych kilkuset hektarach już uwzględnionych, nie mówiąc o ich poszerzeniu.
fi/




























